W Fałkowie leją wodę. Gmina Fałków jako pierwsza w powiecie i jedna z pierwszych w województwie przeszła kontrolę w zakresie gospodarowania wodą pobraną z ujęć w latach 2007 – 2009. Wiosną 2009 roku do drzwi Urzędu Gminy w Fałkowie zapukali inspektorzy kieleckiej delegatury Najwyższej Izby Kontroli. Wyniki kontroli wykazały nieprawidłowości, które gmina naprawiła. Jak twierdzi Tadeusz Poddębniak, szef NIK w Kielcach, prawdopodobna może być kontrola sprawdzająca…
Kontrole inspektorów ze świętokrzyskiej delegatury NIK po raz pierwszy od czasu istnienia tej placówki dotyczą działań gmin w zakresie gospodarowania wodą pobraną z ujęć. I jako pierwszą na tapetę wzięto gminę Fałków. - Była to kontrola doraźna – mówi szef świętokrzyskiego NIK-u.
Brakuje wody
Sprawdzano rozliczenia wody za lata 2007-2009. Obok braków proceduralnych, NIK zarzucił gminie przesyłanie niezgodnych ze stanem faktycznym sprawozdań do GUS-u.- W 2007 r. wg odczytów wodomierza pobrano 173,1 tys. m3 wody, a w sprawozdaniu SG-01 wykazano 126,1 tys. m3 (mniej o 47 tys. m3). Natomiast w 2008 r. pobrano 157,2 tys.m3, a wykazano 147 tys.m3 (mniej o 10 tys. m3) – przedstawia wytknięcia Tadeusz Poddębniak.
- Inspektorzy skontrolowali naszą dokumentację w tym zakresie, odebrali wyjaśnienia od urzędników i sformułowali wnioski pokontrolne – mówi Zdzisław Skiba
Odgrzewana afera?
Wójt Skiba uważa, że po blisko roku od kontroli „odgrzewanie” tematu jest dziwne. - Ale ja nie widzę tym żadnej sensacji, bowiem myśmy ustosunkowali się do wniosków, nasze wyjaśnienia znalazły uwzględnienie i na tym się skończyło. Nie było żadnych nadużyć – wyjaśnia. Oczami Urzędu sytuacja wygląda tak: - Nie mieliśmy jeszcze wodociągowanej w całości gminy. To było suche lato. Ludziom wysychały studnie z których czerpali wodę. Przychodzili do gminy o pomoc – opowiada Skiba.
Po ludzku…
- Nie mogliśmy ich odesłać z kwitkiem, bo obowiązkiem gminy jest zaspokojenie potrzeb społeczeństwa w zakresie dostarczenia wody – oznajmia. - Mogliśmy zrobić to tak jak gmina Stąporków: zakupić beczkowóz i beczką dowozić wodę do 8 miejscowości, albo pozwolić mieszkańcom na pobieranie wody z nieopomiarowanych hydrantów – mówi Skiba. Wybrali druga opcję. - Sadzę, że koszty zakupu beczkowozu, koszty dowozu i wynagrodzenie dla osoby, która by wodę rozwoziła byłyby porównywalne do tych, które poniosła gmina z tytułu „strat” wody – mówi wójt.
Nikt drożej nie płacił
Zapewnia, że z tego tytułu nikt z mieszkańców nie płacił za wodę więcej, niż co roku przyjmowane nieznaczne podwyżki cen za dostawę wody. - To mógł być wzrost nieznaczny, jak zwykle robimy to przed uchwaleniem budżetu. Poza tym radni mieli do uchwały dołączony raport kontroli NIK i zaakceptowali takie działania ze strony gminy. Zwyczajnie, po ludzku, dla niesienia pomocy mieszkańcom. Każdy kto przez jakiś czas był bez wody, szczególnie upalnym latem, wie co to znaczy... - wyjaśnia wicewójt.
Kontrola na bis?
Gdyby nieprawidłowości wciąż istniały z pewnością sankcje nałożone byłyby na włodarzy gminy. – Otrzymaliśmy odpowiedź, że pewne rzeczy są zrobione, że inne wnioski są realizowane, a kolejne będą. Możemy wykonać w gminie rekontrolę, aby porównać dane z korespondencji ze stanem faktycznym – mówi dyrektor Poddębniak.
Pilotażowo
Na temat sytuacji w tym zakresie w innych gminach nie wypowiada się. - Nie mam skali porównawczej z innych gmin, bowiem kontrole trwają, te, które się zakończyły, są na etapie sporządzania wniosków, więc na ten temat będę mógł cokolwiek powiedzieć w późniejszym terminie – oznajmia.
A to może być ciekawe porównanie.
|